No.2 „Medytacje” – Kinga Polit « Katolickie Centrum Kultury

Wernisaż we wtorek 5 listopada 2013 o godz. 18.00

Wystawa czynna od 6 listopada do 23 listopada 2013
od wtorku do soboty, w godzinach 13-17
Kraków, ul. Pijarska 2

Obraz mnie prowadzi.
Idąc jego tropami – podobnie jak Gauguin pytający ” skąd przychodzimy? kim jesteśmy? dokąd zmierzamy? ” – szukam odpowiedzi na pytanie ” kim jestem? „. To jakby w pewnym sensie autoterapia. Zaczynam inna, kończę jako ktoś inny.
Obraz objawia mi mnie samą.
Medytuję. Powtarzam. Drążę.
Postać uniwersalna – człowiek – zamienia się w kobietę i mężczyznę. Patrzę jak snuje się opowieść o mnie. Maluję ją. Wydobywam z niebytu, z podświadomości, jak powiedziałby mistrz Jung.
Będąc uczciwą wobec samej siebie wierzę, że mówię o czymś więcej niż tylko o sobie. Bo jestem cząstką wszechświata, częścią większej całości.

Kinga Polit 2013


[nggallery id=46]


Kinga Polit
Urodzona w Krakowie. Studiowała na Wydziale Malarstwa krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Dyplom uzyskała w1996 roku w pracowni prof. Włodzimierza Kunza. Absolwentka Dwusemestralnego Studium Arteterapii w Polskim Instytucie Ericksonowskim. W roku 2010 uzyskała stopień doktora na Wydziale Malarstwa krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, pod opieką promotorską prof. Zbigniewa Bajka. W latach 2005-2012 prowadziła zajęcia z malarstwa i rysunku na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie.
Uprawia głównie malarstwo i rysunek, współprowadzi warsztaty artystyczno-rozwojowe, interesuje się psychologią i jej powiązaniami ze sztuką.
Wraz z Katarzyną Bruzdą, artystką graficzką, tworzy duet artystyczny Pracownia Po Kryjomu. Współtworzy wraz z pięciorgiem krakowskich twórców grupę artystyczną Atraktor.
Od 2013 zatrudniona w Wyższej Szkole Technologii Informatycznych w Katowicach, na kierunku Grafika, gdzie prowadzi zajęcia z malarstwa, rysunku i kompozycji.
Brała udział w wystawach indywidualnych i zbiorowych zarówno w kraju jak i za granicą.

Medytacje

Związki słowa i malarstwa od dawna były obecne w działaniach Kingi Polit, z tym, że nigdy nie miało to charakteru ilustracji określonego utworu literackiego. Jedną z najciekawszych jej realizacji, powstałych jeszcze w czasie studiów, był cykl obrazów inspirowanych prozą Antoine’a de Saint- Exupery.
O tyle jest to ważne, że Kinga Polit dość wcześnie zaczęła malować abstrakcyjnie, co wcale nie znaczyło, że „beztreściowo”.
Prace artystki, nasycone symbolicznymi znaczeniami, pełne tajemniczych form, z czasem zaczęły uwalniać się od narracji i zaczęły odwoływać się do malarstwa gestu. Inspirowane twórczością Pierra Soulage’a , o ograniczonej gamie kolorystycznej, zgrzebne, wykorzystujące surowe, niezagruntowane płótno lniane , wyrastały z potrzeby uniwersalizowania przekazu przy jednoczesnym nasycaniu go własną emocją; wyrażał ją czytelny, „gęsty” dukt pędzla. Ów ślad pojawia się w obrazach malowanych w ostatnich latach, z tym, że w towarzystwie ludzkiej figury.

Zwrot w stronę figuracji, po okresie wyciszenia aktywności twórczej, dla samej autorki był zaskoczeniem. To nie była wykalkulowana decyzja. Postać ludzka pojawiła się, jako konieczność, jako jedyny sposób opisania stanu, w którym autorka się znalazła…
… zajęła się anatomią bólu.
Cykl kilkunastu obrazów olejnych na płótnie i kilkudziesięciu prac wykonanych kredką na papierze, zatytułowanych „Hiob” – o nich była mowa przed chwilą – w konsekwencji złożył się na pracę doktorską Kingi Polit.
Nie wiem, czy mam prawo do takiego stwierdzenia, ale wszystkie one były autoportretami.
Trzeba mieć powody, by powoływać się na Hioba, utożsamiać z nim. Inaczej będzie to zuchwalstwo, niesmaczne uzurpatorstwo.
Dramatyczne doświadczenia życiowe malarki, które zachwiały jej poczuciem sensu bycia, sprawiły, że na jakiś czas w ogóle zaprzestała malowania, by po dłuższej przerwie uwierzyć, że malarstwo może być ratunkiem, wybawieniem.
Bo na dobrą sprawę, poza malarstwem, niewiele ma.
By tak się stało, obrazy musiały być jej i o niej, musiały być prawdziwe, musiały opowiadać, ale tym razem opowiadać historię z jej życia; musiały być inne niż wcześniej.
Agresywny kolor oparty na kontrastach błękitów i czerwieni, konwulsyjnie poskręcane strzępy postaci, kikuty wypalonych ciał, otwarte brzuchy z owalem embrionów niosły napięcie na miarę obrazów Bacona.
Artystka jest osobą świadomą, również świadomą odniesień kulturowych swojego malowania. Potrafi dostrzec niebezpieczeństwo patosu, niebezpieczeństwo stylizacji, niebezpieczeństwo zapożyczeń , jej obrazy cyklu „Hiob” ocierały się o to, ale nie przekraczały granicy; zapewne dlatego, że wyczuwało się w nich autentyczność, prawdę.
Kuracja wstrząsowa, zabieg hartowania polegający na poddaniu materii działaniu skrajnych czynników, często przynosi pożądany efekt. Z czymś takim mieliśmy do czynienia w tym przypadku.
Dramat często idzie w parze z pięknem; cykl „Hiob” to piękne obrazy.
Stan podobnego napięcia nie może trwać długo… można się wypalić do cna, albo… zdobyć na dystans, na refleksję. Dobrze, jeśli dalej można malować, jest o czym malować.

Oranżowe, rytmicznie zakomponowane najnowsze obrazy Kingi Polit noszą tytuł „Medytacje” – związek z wcześniejszymi, jest oczywisty. Ciągle obecna jest na nich figura ludzka; postaci je wypełniające wydają się spokojniejsze, ale wcale nie wolne od cierpienia. To wciąż osmalone, pokryte czarną sadzą sylwety, leżące na marach lub przykucnięte, bez wyraźnych oznak płci, bez wyraźnych zamiarów działania, co wcale nie oznacza, że martwych.
Rytm figur ludzkich ułożony jest tak na płótnach, że mógłby zamienić się w ornament, w ciąg znaków bez określonego znaczenia, gdyby nie sposób malowania – zarówno samych postaci jak i ich otoczenia – mięsisty, z „nerwem”, ewokującym emocje; gdyby nie kolor emitujący ciepło i światło. Wyczuwamy na tych /w tych/ płótnach życie, wyczekiwanie, „poruszenie”…
To stan oczekiwania, szukania odpowiedzi na często zadawane pytania: po co? Co dalej?
Jest w nich nadzieja, że postaci otrzepią się z popiołu, wyprostują, ruszą; że rozżarzony świat wystygnie na tyle, by nie parzył – a jednocześnie będzie można się przy nich ogrzać.

Zbigniew Bajek