No.2 Wioletta Jaskólska – Malarstwo « Katolickie Centrum Kultury

Wernisaż we wtorek 7 października 2014 o godz. 18.00.

Wystawa czynna od 8 do 23 października 2014
od wtorku do soboty, w godzinach 13-17
Kraków, ul. Pijarska 2

www.krakow.pl
www.ngo.krakow.pl

Projekt jest współfinansowany ze środków Gminy Miejskiej Kraków

Wioletta Jaskólska urodziła się w Lidzbarku Warmińskim, studiowała na Wydziale Artystycznym Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie oraz Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, dyplom z grafiki otrzymała w 1995 r. W 2003 r. uzyskała tytuł doktora w zakresie malarstwa na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie , a 2010 r. uzyskała habilitację. Obecnie pracuje na stanowisku profesora w Instytucie Sztuk Pięknych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, uprawia malarstwo i rysunek.
W dorobku ma 40 wystaw indywidualnych i ok. 80 zbiorowych w kraju i za granicą, między innymi w: Elblągu, Warszawie, Zagrzebiu, Wilnie, Norymberdze i Chateauroux. Jest stypendystką Fonds d’Aide Aux Lettres Polonaises Independantes w Paryżu (2001 r.) oraz Fondazione Giovanni Paolo II (2002 r.). Otrzymała też nagrodę na wystawie WMRGiR – Gdańsk-Oliwa w 2002 r.

[nggallery id=48]

Weduta to temat szczególny. Wbrew pozornej użytkowości, powodem jego narodzin i kolejnych, w historii malarstwa, powrotów do tego tematu, była fascynacja romantyzmem miasta, który do dziś pociąga malarzy. W procesie portretowania miasta artystka ma świadomość „krawędzi epoki realizmu”.

W obrazach z lat 2000 – 2002 kadr fotograficzny jeszcze podporządkowuje sobie malarkę, która dopiero nieśmiało, z muzyki, rytmu kierunków zaczyna układać swój własny porządek. W pracach z lat 2002-2006 jeszcze pojawia się detal, ornament, krata balkonu, gzyms, ale już światło dokonuje syntezy formy. Helioplastyka kubistycznych brył zamienia się
w prześwietloną materię malarską. Formy architektoniczne przerośnięte są organiczną formą pejzażu tak, że nie wiemy czy to miasto wyrasta z pejzażu czy pejzaż przelewa się przez mury miasta. W obrazach wyczuwamy prawidłowość, porządek, dyscyplinę, artystka odczuwa potrzebę silnej formy, zmienia optykę, powstają płótna, w których szeroka plama zagarnia pejzaż układając go w system. Autorka zamalowuje fragmenty kadru, chowa je za mglistą kurtyną szarości zostawiając to co odrealnione, co najtrafniej oddaje tajemnicę miejsca.

Widziałam wystawę w Galerii EL. Wystawione obrazy, jak mało które wytrzymały przestrzeń gotyckiej nawy i agresywną materię ceglanych ścian. Chyba tu najpełniej można było zobaczyć dojrzałość propozycji malarskiej pani Jaskólskiej.

W obrazach najnowszych pojawiają się multiplikacje.

Monumentalna skala, panoramiczna przestrzeń, większa niż może objąć nieruchome oko, wprowadza nas w estetykę fototapety by za chwilę geometryczny podział pejzażu, rytm cieni otworzył malarską przestrzeń miasta wzniesionego z szarości i światła.

Portrety miast – taki tytuł Wioletta Jaskólska nadała kilku swoim wystawom. Portretuje Paryż, Birmingham, Sienę, Lizbonę, Salzburg a przede wszystkim Lidzbark. Fascynuje ją założenie, plan, porządek średniowiecznego miasta, jego zamkniecie, narastanie, i w końcu otwarcie na pejzaż. Mówiąc za Herbertem artystka patrzy okiem historyka i jaskółki, jej panoramy, widoki z wieży i z lotu ptaka są wyrazem odwiecznej tęsknoty za miastem idealnym znanym z utopijnych miast Liber Chronicarum, miniatur godzinek księcia de Berry, czy symetrii wyludnionych miast Piero della Francesco. W rzeczywistości malowanej en grisaille, w jej świetlistej szarości gdzie biel nie jest bielą, a czerń czernią, dopatrujemy się szlachetności ziemnych pigmentów. Jesteśmy prowadzeni logiką światła budowanego nie walorem a subtelnym drgnieniem temperatury barwy.

Jest to malarstwo północy. Pustka tych melancholijnych wedut przywodzi na myśl powietrze malarstwa Vilhelma Hammershoi i jego poezję ciszy. To wartość znaleziona między rygorem Carpaccia i Masaccia a oschłością Hoppera czy Diebenkorna. Do dialogu z nimi malarka przyznaje się wprost.

Fazy pokonywania warsztatu, dla widza zakryte, budowane cięciem drzeworytnika, kreską suchej igły, przypadkiem odprysku. Podskórna droga rzemiosła. Warsztat grafika i rysownika miały duży wpływ na malarstwo pani Jaskólskiej.

Oglądałam rysunki – nie ekspresyjne ale zdeterminowane, mocne, konstrukcyjne. To właśnie rysunek tworzy kanwę malarstwa Wioletty Jaskólskiej. Zakrywana kolejnymi warstwami farby kreska, od początku zawiązuje obraz. Widoczna w tym malarstwie jest świeżość szkicu, niedokończenie, niedopowiedzenie, a raczej posługując się językiem fotografa, prześwietlenie, nieostrość, poruszenie. Malarka od lat fotografuje. Jeden nerw, jedną myśl wskazującą na dojrzałość koncepcji wyczuwamy na równi w jej fotografii, rysunku
i malarstwie.

W zapiskach malarka wielokrotnie wraca do problemu metafizyki, chce by ten pierwiastek był czytelny w jej malarstwie, wplata go w przestrzeń tajemniczych, zagadkowych, wyludnionych, jakby zasypanych pyłem wulkanicznym miast . Na spotkanie tajemnicy tego Civitas sanctis artystka idzie sama. Czytam te obrazy jako labirynt, z którego Wioletta Jaskólska nie chce wyjść dopóki nie rozczyta do końca jego logiki. Świadomie posługuje się kolorem, ważne są dla niej wybory, decyzje. Subtelnie a jednocześnie sensualnie podchodzi do gestu, materii malarskiej i formy. Obrazy są dowodem na „myślenie malarskie”, jak to określił Paul Cezanne, który również, między pejzażem a architekturą znajdował sens przestrzeni .

Marzanna Wróblewska’Warszawa 7 stycznia 2013 r.